|
Untitled Document
Iłowo-Osada, rześki majowy poranek, godz. 7:19. O tej godzinie zatrzymuje się tam pierwszy skład z kierunku Warszawy, a w nim ja i mój rower. Wysiadłem z pociągu, tuż za stacją PKP minąłem stojącą na nieczynnym torze lokomotywę parową typu TK-48, która przeszła na emeryturę w latach 80 ub. wieku i skierowałem się na pn. zach. Przed opuszczeniem miejscowości obejrzałem neobarokowy kościół, którego mury bielejące w porannym słońcu z daleka przyciągały wzrok. Jadąc szosą wzdłuż kolejowej linii przez Kraszewo dotarłem do Narzymia. Tu kolejny, tym razem gotycki kościół z przełomu XIV i XV w. - świadectwo historii wsi sięgającej średniowiecza. Innym świadectwem średniowiecznego rodowodu wsi są resztki fundamentów zamku Narzymskich z XV w. Droga biegnąca na pn. zach. doprowadziła mnie do Kurek - wsi ze starym ewangelickim cmentarzem usytuowanym na skraju doliny rzeki Działdówki.
Pierwsza wieś po drugiej stronie rzeki to Księży Dwór. Przed wsią natknąłem się na cmentarz wojenny z 1914 r., na którym spoczywają wymordowani przez Rosjan niemieccy żołnierze. We wsi obejrzałem duży XIX-wieczny folwark - dawną posiadłość rodu Frankensteinów - całość wyremontowana i dobrze utrzymana. Na skraju wsi znajduje się pałac z tego samego okresu otoczony parkiem - obecnie własność prywatna, więc niedostępny dla turystów. Szkoda. Nie skusiłem się na poszukiwanie ruin rodowego mauzoleum Frankensteinów, które pewnie też znajduje się na prywatnym terenie za wysokim płotem. Na południe od wsi, na skraju wyniesienia wchodzącego w podmokłą dolinę Działdówki, w kępie drzew ukrywa się wczesnośredniowieczne grodzisko sasińskie. Strome, wysokie wały i głęboka fosa, odcinająca grodzisko od reszty wyniesienia, czynią to miejsce niedostępnym. Po obejrzeniu tej archeologicznej ciekawostki ruszyłem leśnym traktem wzdłuż kanału młyńskiego na zachód.
Wkrótce przez drewniany most przeprawiłem się na drugą stronę kanału i zapuściłem się w podmokłą dolinę Działdówki. Na łąkach porośniętych soczystą trawą pasły się stada krów. Dotarłem do rzeki, pojechałem wzdłuż niej na wschód, po czym w Zakrzewie przejechałem na drugą stronę i wktótce znalazłem się w Burszu. W pobliżu wsi, wśród pól zachował się mały ewangelicki cmentarz. Niestety, znaczna część mogił była zdewastowana, a na skraju cmentarza straszyła głęboka, na wpół otwarta krypta. Po błotach rzecznej doliny kolejną część trasy postanowiłem przejechać głównie asfaltami. Tak więc szerokim łukiem przez Rywociny, Petrykozy, Gnojno, Niechłonin i Gruszkę ponownie dotarłem nad Działdówkę.
Przejechałem przez most i w celu odszukania jednego z okolicznych kurhanów zjechałem z szosy w miejscu zwanym Łysą Górą. Coś znalazłem, ale trudno stwierdzić czy był to cel moich poszukiwań. Za to bez trudu odnalazłem wieś Gródki ;-). Tam obejrzałem kolejny zabytkowy folwark, neobarokowy pałac von Boddenów oraz zagadkowe nagrobki, znajdujące się na trawniku (!) przed jednym z budynków. Na wschód od wsi, w lesie przy szosie do Działdowa znajduje się 5 dużych kurhanów, zwanych grobami olbrzymów. Duże kurhanowisko odnaleziono również na pn. zach. od Gródek, mnie jednak udało się zlokalizować zaledwie kilka z nich.
Z lasu wyjechałem na szosę, która poprowadziła mnie do Płośnicy. Tam warto obejrzeć XIV-wieczny gotycki kościół. Kolejny punkt na trasie to Koszelewy, a tam kolejne ciekawe obiekty: popadający w ruinę XIX-wieczny neogotycki pałac, ruiny ewangelickiego kościoła z XVII w. i mający się całkiem dobrze ładny drewniany kościół z 1926 r. W końcu dotarłem do Żabin - punktu zwrotnego na mojej trasie i dalej do Myślęt. Miałem nadzieję obejrzeć tam zespół podworski z murowanym dworem z 1887 r. lecz ponownie okazało się, że jest to ogrodzony wysokim płotem teren prywatny. Mogłem jedynie z daleka przyjrzeć się zarysom budowli. Następnie żwirówką biegnącą m.in. pod nieczynną linią kolejową dotarłem do Turzy Wielkiej i dalej przez Niestoję do trasy Działdowo - Ostróda. Zanim dojechałem do Działdowa, na krótko zatrzymałem się w Burkacie, przy neogotyckim kościele z XIX w. Jego kamienno-ceglane mury w popołudniowym słońcu prezentowały się znakomicie.
Wycieczkę postanowiłem zakończyć niewielką pętlą przebiegającą przez tereny na wsch. i pd. od Działdowa. Bez problemów dotarłem do Malinowa, znanego z zespołu dworsko-parkowego (XIX-wiecznego folwarku Amalienhof) oraz szkoły rolniczej o tradycjach sięgających lat 20 ub. wieku. Zaabsorbowany poszukiwaniem polnej drogi prowadzącej do przeprawy przez Działdówkę, przegapiłem zlokalizowaną na skraju pobliskiego lasu ciekawostkę - Wieżę Wolności zwaną też Wieżą Bismarcka, wybudowaną w 1915 r. dla upamiętnienia wygranej przez wojska pruskie bitwy pod Tannenbergiem (Stębarkiem). Ostatecznie drogi do mostu nie odnalazłem, więc trochę zawiedziony powróciłem do Działdowa, gdzie obejrzałem jeszcze cmentarz wojenny z 1914 r. i poczekałem na najbliższy pociąg do domu.
Podsumowując, była to przyjemna wycieczka w sam raz na wiosenny dzień, oraz kolejny dowód na to, że wystarczy czasami trochę zjechać z uczęszczanych szlaków, aby dobrze znane tereny odkryć na nowo.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed kilku lat ponownie wybrałem się w trasę rowerową po północno-wschodniej części kraju. Podróż rozpocząłem w Rapie, 9km na północ od Bani Mazurskich. Miejscowość ta od XVIII wieku należała do pruskiego rodu baronów von Farenheid. Pałac - główna siedziba rodu znajdował się w Bejnunach (dziś obwód kaliningradzki - z pałacu zostały tylko ślady fundamentów).
Na początku XIX w. baron Friedrich von Farenheid zafascynowany legendami o niezwykłych właściwościach piramid zlecił wykonanie podobnej budowli w swoim majątku (budowlę zaprojektował duński rzeźbiarz Berthel Thorwaldsen). W rapskiej piramidzie-grobowcu, w 1811 r., jako pierwsza spoczęła 3-letnia córeczka barona, z kolei w 1849 r. sam twórca budowli (ostatni pochówek miał miejsce 28 lutego 1849 roku). Mimo, że piramida została wybudowana na podmokłym terenie (torfowisko) to ciała pochowanych uległy mumifikacji!
Fakt zmumifikowania zwłok w grobowcu przypisuje się kształtowi i specjalnie dobranej lokalizacji piramidy (według radiestetów podobno właśnie tutaj przecinają się 3 linie silnego promieniowania geomantycznego). Niestety grobowiec został zbeszczeszczony - trumny są pootwierane a zwłoki pozbawione głów...
Piramida w Rapie:
wysokość 15,9m
podstawa na planie kwadratu o boku 10,4m
kąt nachylenia ścian bocznych 68-70°
kąt nachylenia sklepienia wewnętrznego 51°52' (tak jak piramida Cheopsa)
W pobliskich Mieduniszkach Wielkich znajduje się dworek, który należał do majątku von Farenheid. 1,5km na północ jest już granica z Obwodem Kaliningradzkim (ale brak tutaj przejścia granicznego).
Do Gołdapii pojechałem przez Żabin, Stary Żabin, Rogale, Jany, Juchnajcie i Skocze. Największą ciekawostką na tej trasie (oprócz pięknych widoków) jest kościół w Żabinie. Data 1672 nad wejściem portalowym wieży została odkryta dopiero w 1914 r. przy ostrzeliwaniu wsi przez Rosjan. Prawdopodobnie jest to data odnowienia kościoła gdyż pierwsze wzmianki o pracach budowlanych w żabińskim kościele pochodzą z XVIIw. W Żabinie są też inne pamiątki IWŚ - dwa cmentarze żołnierzy walczących stron. Między miejscowościami Rogale i Ziemiany, w lesie nad małym jeziorkiem znajduje się głaz narzutowy, nazywany "Skalich" (wysokość 2,30m, obwód 11,40m).
Największym atutem Gołdapii jest położenie miasta na północnym krańcu Wzgórz Szeskich. Blisko jest stąd zarówno nad granicę (kilka kilometrów na północ jest przejście graniczne), nad jezioro Gołdapskie, do lasu Kumiecie w którym są ruiny niemieckich bunkrów ośrodka doświadczalnego Luftwaffe (II wojna światowa). Oczywiście blisko jest stąd także do Puszczy Rominckiej.
Z innych ciekawostek można dodać, że w grudniu 1765 roku, w Gołdapii przebywał Immanuel Kant (1724-1804) - fakt ten upamiętnia pomnik odsłonięty w 1996 roku na skwerze niedaleko centrum miasta (przy kościele NMP). Podczas I oraz II wojny światowej miasto było wielokrotnie niszczone - pamiątką tamtych czasów są cmentarze wojenne przy ul. Suwalskiej i Cmentarnej.
Na południe jest jeden z wyższych szczytów województwa Warmińsko-Mazurskiego - Piękna Góra (261m). Zimą działa tutaj wyciąg narciarski i tor saneczkowy a latem można wjechać rowerem na szczyt. Podjazd jest stromy ale za to jakie widoki...
Z Gołdapii pojechałem drogą 651 (na wschód) do Botkun. Prowadzi tędy czerwony szlak - "szlak opuszczonych semaforów" biegnący głównie nasypem dawnej linii kolejowej Gołdap-Żytkiejmy. Pierwszą napotkaną ciekawostką są wiadukty na rzeką Jarką (okolice Botkun). Bliźniaczo podobne do wiaduktów ze Stańczyk tyle że mniejsze, zagubione w lesie i przez to mało znane. Z czerwonym szlakiem rozstałem się w Pluszkiejmach. Wybrałem drogę dawnym nasypem kolejowym podczas gdy szlak odbijał na północ do Budwieci i Bludzi. Miejscami trudno się zorientować, że kiedyś jeździły tędy pociągi. Nasypem biegnie dosyć dobra, piaszczysta droga, która czasem ginie wśród pól i płotów rozdzielających pastwiska. Normalnym widokiem są też mosty przewieszone nad torowiskiem.
W Dubeninkach zachował się budynek dawnego dworca kolejowego (teraz jest zamieszkany) ale nie można dotrzeć tam nasypem, który w tym miejscu został zamieniony w ogródek ;-) Kilka kilometrów dalej nie ma już żadnych wątpliwości, że jadę nasypem linii kolejowej. W oddali widać wiadukty w Kiepojciach (podwójne wiadukty nad rzeką Błędzianką; każdy o czterech przęsłach). Nieco dalej - wiadukt na drogą do Bludzi. Tutaj ciekawostka. Mimo, że wiadukty nie są wysokie (około 20m) są chętni by skakać bungee. Zamocowanie liny sprawia, że raczej można mówić o wahadłowym bujaniu się niż o skoku "w dół"... ale i tak się nie zdecydowałem :-)
Nasypem kolejowym dotarłem do Linowa i skręciłem na północ. W Żabojadach odnalazłem czerwony szlak i doliną Błędzianki dojechałem do Błąkał. Tą trasą jechałem już wcześniej (w 1999 roku) ale znowu byłem pod wrażeniem piękna przyrody. Na szlaku znajduje się też główna atrakcja okolic Gołdapii - wiadukty w Stańczykach. Nazywane poetycko "Wiaduktami Północy", dwa majestatyczne mosty (150m długości, 32m wysokości), przywodzą na myśl rzymskie akwedukty. W dole przepływa rzeka Błędzianka, która w tym miejscu ma jakieś 1,5-2m szerokości. Most północny zbudowany został w latach 1912-1914, południowy w okresie od 1923 do 1926 roku.
Ze Stańczyk pojechałem do Żytkiejm i dalej do Wiżajn. Z ciekawostek mijanych po drodze warto wymienić pomnik i cmentarz z czasów I wojny światowej w Żytkiejmach (cmentarz jest na niewielkim wzgórzu niedaleko granicy) oraz trójstyk granic Polski, Rosji i Litwy. Punkt ten znajduje się niedaleko miejscowości Bolcie, w odległości jakiś 100m od drogi 651. To niezła atrakcja więc co jakiś czas zatrzymują się tutaj autokaty turystyczne a straż graniczna ma dużo roboty ;-)
|